Przejdź do menu Przejdź do treści

Płk. prof. Paweł Krzesiński, kierownik Kliniki Kardiologii i Chorób Wewnętrznych Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego, opisywał zastosowania i poziom wykorzystania rozwiązań telemedycznych i finansowanie procedur.  – W kardiologii zaawansowane rozwiązania telemedyczne pojawiły się najwcześniej i obecnie funkcjonują w sferze świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Przykładem jest telerehabilitacja, czyli możliwość prowadzenia rehabilitacji po incydentach zaostrzenia choroby kardiologicznej w warunkach domowych. Ta metoda okazała się szczególnie wartościowa w okresie pandemii – opowiadał profesor Krzesiński.  – W naszym ośrodku kontynuowaliśmy rehabilitację, oferując ją większości pacjentów w formie zdalnej. To pierwsze świadczenie, które mamy finansowane ze środków publicznych. Jest też wdrażane kolejne ważne świadczenie, czyli telemonitoring urządzeń wszczepialnych, czyli rozwiązanie, które umożliwia w sposób zdalny kontrolę urządzeń, które maja wszczepieni często najbardziej chorzy pacjenci kardiologiczni. Niewątpliwe są korzyści dla pacjentów, którzy często jako osoby z odległych miejsc do ośrodka referencyjnego, gdzie mieli wszczepione urządzenie, mogą być kontrolowani – tłumaczył.  Jak dodał, takie urządzenia otwierają też możliwość i szeroką perspektywę jeszcze bardziej zaawansowanej teleopieki, ponieważ zawierają w sobie szereg parametrów, które mogą wskazywać, że pacjent jest zagrożony pogorszeniem stanu zdrowia i hospitalizacją.  – Mamy też szereg rozwiązań telemedycznych, które już pukają do drzwi, które przynoszą pacjentom korzyść, choćby z zakresu nieinwazyjnego telemonitoringu EKG. Musimy wypracować z Ministerstwem Zdrowia, jak to wdrażać efektywnie, tak aby przynosiło korzyści pacjentom i systemowi, oraz żeby było możliwe do finasowania. Musimy pracować nad tym, żeby to optymalizować. Po stronie pacjentów możemy być miło zaskoczeni, bo pacjent chce być w centrum uwagi, chce być odpowiednio zaopiekowany. Kluczem jest tak to realizować, aby za pozyskiwaniem danych szło też leczenie, konkretne interwencje. Telemedycyna nie może być traktowana jako forma gromadzenia danych bez odpowiedzi po stronie personelu monitorującego – zaznaczył ekspert.

 

Zaufanie do telemedycyny. Jak jest w Polsce? 

 

W trakcie sesji przytoczono wyniki corocznych badań opinii Polaków. Jak się okazuje, wciąż mamy małe zaufanie do telemedycyny: z Narodowego Testu Polaków, prowadzonego przez Medonet wynika, że nieco ponad 40 proc. Polaków skorzystało z teleporady, z czego ok. 90 deklaruje pozytywne wrażenia. Łukasz Krause, dyrektor Pionu Cyfryzacji i IT Dywizji Healthcare Medicover, wspomniał o telemedycynie jako formie kontaktu między pacjentem a lekarzem w sposób inny niż twarzą w twarz.  – Patrzymy na telemedycynę, jak nie na element zastępujący tego rodzaju kontakty, ale element uzupełniający. Tego dzieje się dosyć dużo, ale wymaga dobrego doboru narzędzi do potrzeb. W całym szeregu interakcji dzieje się tego kilkanaście, kilkadziesiąt procent. Telecentrum, relacje zdalne, elementy asynchroniczne czyli rozmowy i zapytania na czacie i wideoczacie. Dziwimy się trochę, że telemedycnyna nie jest tak popularna, jakbyśmy się spodziewali po pandemii, ludzie jednak mają potrzebę kontaktu fizycznego – zaznaczył.  Wynika z tego trendu, że telemedycyna może być elementem, który obniży koszty, ale nie zastąpi kontaktów z lekarzem w tradycyjnej formie.

 

Zaufanie do telemedycyny. Jak jest w Polsce?  W trakcie sesji przytoczono wyniki corocznych badań opinii Polaków. Jak się okazuje, wciąż mamy małe zaufanie do telemedycyny: z Narodowego Testu Polaków, prowadzonego przez Medonet wynika, że nieco ponad 40 proc. Polaków skorzystało z teleporady, z czego ok. 90 deklaruje pozytywne wrażenia. Łukasz Krause, dyrektor Pionu Cyfryzacji i IT Dywizji Healthcare Medicover, wspomniał o telemedycynie jako formie kontaktu między pacjentem a lekarzem w sposób inny niż twarzą w twarz.  – Patrzymy na telemedycynę, jak nie na element zastępujący tego rodzaju kontakty, ale element uzupełniający. Tego dzieje się dosyć dużo, ale wymaga dobrego doboru narzędzi do potrzeb. W całym szeregu interakcji dzieje się tego kilkanaście, kilkadziesiąt procent. Telecentrum, relacje zdalne, elementy asynchroniczne czyli rozmowy i zapytania na czacie i wideoczacie. Dziwimy się trochę, że telemedycnyna nie jest tak popularna, jakbyśmy się spodziewali po pandemii, ludzie jednak mają potrzebę kontaktu fizycznego – zaznaczył.  Wynika z tego trendu, że telemedycyna może być elementem, który obniży koszty, ale nie zastąpi kontaktów z lekarzem w tradycyjnej formie.

 

Dane NFZ na temat telemedycyny.

 

Dariusz Dziełak, dyrektor Biura Partnerstwa Publicznego i Innowacji Narodowego Funduszu Zdrowia, przytoczył dane, dotyczące polskiej telemedycyny.  – Mierząc przy pomocy typowej teleporady w ciągu ostatnich trzech lat, od kiedy rejestrujemy dosyć dokładnie takie świadczenia, udzielono ich 124 miliony, co daje 12 proc. wszystkich świadczeń. 70 proc. to podstawowa opieka zdrowotna. Po czasie pandemii, kiedy te udziały były bardzo duże, bo nawet do 60 proc. w świadczeniach psychiatrycznych i 40 proc. w POZ, wydaje się, że dostrzegamy nie tyle brak zainteresowania, co pewną normalną, stabilna sytuację, np. w opiece podstawowej około 9 do 10 proc. porad lekarskich to telepoprady. Od roku ta liczba się praktycznie nie zmienia – wyliczał Dziełak.  – Wszelkie powtórzenia recept czy rozmowy kontrolne mogą się tą drogą odbywać. Co ciekawe większy odsetek, bo chyba 16 proc. korzystających z teleporady, jest wśród osób po 65. roku życia. W AOS to 4 proc., ale pewnie jest więcej, bo nie wliczamy tu radiologii, która jest hybrydowa i opisy są dokonywane nie fizycznie w obecności pacjenta, tylko w dużej odległości od aparatury badawczej. Podobnie sytuacja ustabilizowała się w psychiatrii i leczeniu uzależnień, to jest w tej chwili około 20 procent. W zdalnej profilaktyce jest szansa, ale trzeba o to powalczyć – wyjaśnił.

 

Czym jest telemedycyna. Różna optyka w różnych sektorach.

 

Piotr Węcławik, dyrektor departamentu Innowacji w Ministerstwie Zdrowia wskazał po tej wypowiedzi, ze jednak telemedycyna to nie teleporada.  – Może się narażę, ale cały czas mówię, że teleporada to nie telemedycyna. Jeżeli byśmy pojmowali telemedycynę w moim rozumieniu, czyli urządzenie, interakcja z lekarzem i narzędzie do monitorowania, to pewnie te wyniki byłyby o jedno zero mniejsze. Co do samej telemedycyny, nie opierałbym jej w pełni na rozwiązaniach e-zdrowotnych, oczywiście one są niezbędne do rozwoju telemedycyny, ale kręgosłupem dla rozwoju temedycyny jest system P1 i powiązanie ze standaryzacją danych przekazywanych z urządzeń i z drugiej strony centrum monitorowania – mówił Węcławik.  Jak wyjaśniał, profesjonalista medyczny nie chce się logować na mnóstwo platform, z których będzie widział jakie dane są przesyłane z poszczególnych urządzeń. Chce je widzieć w jednym systemie, oprzeć o jedno źródło.  – Druga rzecz to centrum monitorowania pacjenta, bo mówimy o urządzeniach. W ramach ministerstwa prowadzimy zespół ds. innowacji i pojawia się bardzo dużo rozwiązań, które analizujemy. Po zakończeniu etapu projektu rozkładamy ręce bo musimy przejść do finansowania: ktoś musi ktoś te pomiary analizować, na podstawie pomiarów reagować. Centrum monitorowania mieliśmy już w ramach Pulsocare, czyli największego telemedycznego projektu w Polsce, gdzie faktycznie mamy zasoby i reakcje na alerty wysyłane z urządzeń telemedycznych – przypomniał.  Jak dodał Węcławik, telemedycyna ma w pewnym stopniu zastąpić lekarza, a pacjenta zmobilizować do wzięcia większej odpowiedzialności za swoje zdrowie, reagować na alerty i kiedy dostęp do specjalistów jest ograniczony.  – Wydaje się że rozwiązania telemedyczne powinny być absolutnym priorytetem – podsumował. – Celem telemedycyny jest zaopiekowanie się większą liczbą pacjentów.

 

 

Jak uczyć telemedycyny przyszłych lekarzy?

 

W dyskusji na temat tego, czym jest telemedycyna, zabrał też głos dr hab. Robert Zymliński, prodziekan ds. rozwoju i innowacji Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, przychylając się do wszystkich opinii.  – Telemedycynya to bardzo szerokie pojęcie i wszyscy mają tutaj rację, a rolą uczelni jest przygotowanie studentów do korzystania z jej narzędzi. My to robimy. Standardy nauczania jednak nie przewidują póki co tego rodzaju obszarów do jakiejś szczególnej edukacji. Na uniwersytetach odbywa się to poprzez koła naukowe. Paradoksalnie są na przykład uczelnie, gdzie w trakcie zajęć z farmakologii nie uczy się studentów wypisywania e-recpet. Oni te wiedzę nabywają dopiero w praktyce, to jest taki papierek lakmusowy, ile jest jeszcze do zrobienia – zaznaczył Zymliński.  – Telemedycyna, cokolwiek to oznacza, to jest narzędzie, które musimy umiejętnie wykorzystywać w codziennej praktyce. To nie jest cel sam w sobie. Z drugiej strony na finale jest pacjent. Czy my dobrze mamy zdefiniowane jego potrzeby? To jest obszar, gdzie telemedycyna może pomóc, poprzez wdrażanie odpowiednich algorytmów, które pomogą wybrać to, co jest najważniejsze i najlepsze. Musimy umieć zdefiniować miejsce telemedycyny w opiece nad chorymi, ale także w oparciu o nasze możliwości – przyznał ekspert.  Zauważył, że przygotowanie młodych lekarzy do posługiwania się nowymi technologiami jest obecnie bardzo łatwe, dlatego że pokolenie , które przychodzi studiować, jest bardzo otwarte i obeznane z nowymi technologiami.  – Natomiast nauczanie zawodów medycznych i wykorzystywanie tego potem w praktyce musi przebiegać dwutorowo. Medycy muszą też potrafić wykonywać swoje zadania w warunkach analogowych, kiedy nie będzie dostępu do internetu. Co nam daje telemedycyna, to zbieranie danych, interpretacja wyników przez algorytmy, ale to sytuacja kiedy lekarz mający do dyspozycji takie systemy musi umieć to skonsumować zwłaszcza w sytuacjach stanów nagłych – zauważył.  Zaznaczył też, że rola uczelni medycznych jest niezwykle istotna i powinny otrzymywać feedback od producentów, na co zwracać uwagę, na co uważać, jak kształcić przyszłe kadry. Zwrócił tez uwagę na niebezpieczeństwa: bardzo wielu ludzi leczyłoby pacjentów zza monitora komputera, ponieważ wtedy chory wydaje się niefortunnym dodatkiem. Ponadto rynek jest zasypywany różnego rodzaju urządzeniami i narzędziami, które wydają się atrakcyjne, a finalnie okazują się nieużyteczne.  W dyskusji udało się wypracować rekomendacje dla przyszłego ministra zdrowia w obszarze telemedycyny. Są to:  Budowa ekosystemu w pojęciu platformy gromadzenia danych oraz platformy do komunikacji między środowiskami w celu rozwoju telemedycyny  Finansowanie, poszerzenie koszyka świadczeń dla rozwiązań wysokiej jakości i odpowiadających potrzebom  Nie zapominajmy o pacjentach. Telemedycyna ma im służyć i brać ich pod uwagę od samego początku powstawania nowych rozwiązań.

 

Źródło: https://www.rynekzdrowia.pl/E-zdrowie/Telemedycyna-wymaga-szerszego-dialogu-zainteresowanych-stron-Tlem-jest-zaufanie-Polakow,251279,7.html

Fot. PTWP