Powstanie Legion Medyczny, przeszkolona rezerwa kadrowa, po którą państwo sięgnie w chwili przejścia systemu w tryb wojenny. Szpitale Sieci Bezpieczeństwa Medycznego będą otrzymywać certyfikaty. Lekarz wojskowy nie może zarabiać o 15 proc. mniej niż najniższe wynagrodzenie lekarza cywilnego – mówi profesor, generał broni, Grzegorz Gielerak*, od 2007 r. dyrektor WIM-PIB.
-
Jak ma wyglądać szpital przygotowany do pracy w warunkach konfliktu zbrojnego i jakim wyposażeniem musi dysponować ?
-
Polskie szpitale przyjmą rannych żołnierzy armii sprzymierzonych
-
Medycy wojskowi są potrzebni natychmiast, nie mogą zarabiać o 15 proc. mniej niż najniższa płaca lekarza cywilnego. To powoduje odpływ lekarzy wojskowych
Rozmawiamy dzień po tym, gdy Steve Witkoff, Specjalny Wysłannik Stanów Zjednoczonych na Bliski Wschód, w Petersburgu nazwał Władimira Putina „humanitarystą”. Robi się niebezpiecznie. W Polsce do mieszkańców wschodnich terenów przychodzą alerty. Dzieci w szkołach są sprowadzane do piwnic, płaczą. Czy system ochrony zdrowia jest gotowy na wojnę?
Na zdarzenia ograniczone w skali i w czasie – tak, każdy podmiot leczniczy ma na nie procedury. Wojna oznacza jednak stałą presję na system, rozłożoną na tygodnie, miesiące i lata, dlatego przygotowania do niej prowadzimy poza zwykłym zarządzaniem kryzysowym, w wydzielonej sieci szpitali.
Ale też musimy pamiętać, że tylko 8 proc. polskich szpitali ma pełne zaplecze do działania w warunkach zagrożeń. Czy to się da zmienić?
Właśnie opracowujemy system, który ma uodpornić ochronę zdrowia na zagrożenia związane z konfliktem zbrojnym. Opieramy go na szpitalach wyłonionych w wielowątkowych analizach, które uwzględniały ich potencjał leczniczy, ale rozstrzygające znaczenie nadawały planom operacyjnym obrony, bo to one wskazują, gdzie i w jakiej skali powstanie zapotrzebowanie na leczenie rannych. Wybrane placówki utworzą strukturę, którą na obecnym etapie prac nazywamy siecią systemu bezpieczeństwa medycznego państwa. Trafi do niej niespełna sto szpitali, czyli mniej niż co dziesiąty w kraju. Pozostałe zachowają obowiązek reagowania na sytuacje kryzysowe, ale nie będą przygotowywane do roli placówek wojennych.
Szpitale sieci otrzymają wymagania przypisane poziomom referencyjnym NATO, od placówek z chirurgią ratującą życie po ośrodki leczenia definitywnego, i odrębne finansowanie z Funduszu Medycznego. Okresowa certyfikacja potwierdzi zdolność przyjęcia strat masowych i przesądzi o pozostaniu w sieci. Od jej wyniku będą zależeć dodatkowe środki płatnika i administracji rządowej, a także szkolenia, wspólne ćwiczenia i sprzęt użyczany przez wojsko.
Jak ma wyglądać szpital przygotowany do pracy w warunkach konfliktu zbrojnego i jakim wyposażeniem musi dysponować? Użył pan słów „właśnie opracowujemy system”, czyli na razie nie ma planu, żeby w razie godziny „W” sięgnąć po niego i wiedzieć, co robić? Dopiero teraz opracowujecie?
Mamy plan i przechodzimy właśnie do jego realizacji. Dokument opisuje szczegółowo, kto, gdzie i jakie zadanie będzie miał do wykonania, jak ma wyglądać szpital przygotowany do pracy w warunkach konfliktu zbrojnego i jakim wyposażeniem musi dysponować. Prace koncepcyjne dobiegają końca. Ministerstwo Zdrowia, przy wsparciu Ministerstwa Obrony Narodowej i współudziale Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, przystępuje do realnego wzmocnienia wskazanych placówek. Każdy szpital otrzyma infrastrukturę budowlaną i sprzętową dobraną do zadania, które przypisuje mu plan obronny.
Równolegle w ramach zadania Ministerstwa Zdrowia rozwijamy Krajowe Centrum Doskonalenia Medycyny Taktycznej, prowadzące ogólnokrajowy program bezpłatnych szkoleń z udzielania pomocy rannym w sytuacjach kryzysowych i w warunkach zagrożenia wojennego. Projekt finansują Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego kwotą blisko 33 mln zł, a współtworzą go partnerzy akademiccy w Białymstoku, Gdańsku i Lublinie. Pracujemy w modelu mnożnika, w którym najpierw kształcimy instruktorów, a ci przenoszą umiejętności dalej, do kolejnych placówek. Szkolenie personelu rozpoczynamy równocześnie w trzech grupach zaawansowania, ponieważ wybrane szpitale i ich zespoły mają zgodnie z planem osiągnąć gotowość w jednym terminie. Każde rozejście się harmonogramu kursów i inwestycji marnuje część nakładów, gdyż sprzęt bez przeszkolonej kadry nie daje zdolności, a wiedza nieutrwalana w docelowym miejscu pracy szybko się zaciera.
To dobrze, bo faktycznie od jakiegoś czasu Pan informuje, że system nie jest gotowy na obsługę zdarzeń masowych, choćby na opatrywanie ofiar wybuchu. Lekarze ze szpitali powiatowych, do których trafią ranni, niekoniecznie wiedzą, co i jak robić. Dlatego takie szkolenia są potrzebne.
Szkolenia przesądzają o gotowości, a działamy pod olbrzymią presją czasu. Szpitale sieci mają osiągnąć wymagany poziom gotowości do końca 2029 r., w granicach środków Funduszu Medycznego. Zakres działań wyznaczają plany obrony, oparte na ocenie kierunku i rodzaju spodziewanych zagrożeń. Dlatego przygotowanie różnicujemy według regionów.
Szpitale na wschód od Wisły i przy zachodniej granicy otrzymają odmienne zadania, więc wymagają innego przygotowania personelu, infrastruktury i wyposażenia. Placówki wschodnie będą ratować rannych i stabilizować ich stan przez najwyżej 3-5 dni. Ewakuacja strategiczna przekaże ich następnie do szpitali w głębi kraju, które przejmą leczenie definitywne, czyli zabiegi rekonstrukcyjne i inne procedury rozłożone w czasie. Okno 3-5 dni jest więc parametrem planistycznym, bo od niego zależą liczba stanowisk intensywnej terapii i sal operacyjnych w szpitalach stabilizacyjnych oraz przepustowość transportu medycznego na zaplecze.
Drugim parametrem jest krew – według naszych szacunków, opartych na danych z otwartych źródeł, trzydziestodniowa operacja wymaga do leczenia rannych 800-1200 jednostek krwi na dobę, w szczycie do 2000, łącznie 28-36 tys., nie licząc osocza. Zapasy i system ich uzupełniania trzeba więc zbudować w czasie pokoju, opierając się na regionalnych rejestrach przebadanych dawców, gotowych oddać krew w ciągu kilku godzin od wezwania.
Polskie szpitale przyjmą rannych żołnierzy armii sprzymierzonych
Faktycznie macie to wszystko przemyślane, ale niepokoić może, że około 120 oddziałów chirurgii ogólnej nie spełnia przyjętych kryteriów dotyczących m.in. liczby i rodzaju wykonywanych zabiegów. Punktem odniesienia jest około 1000 zabiegów rocznie, ale przy ocenie liczy się także ich złożoność. Jak to się ma do tego, o czym teraz mówimy?
Problem dostrzegamy, dlatego m.in. pozostaję w stałym kontakcie z konsultantem krajowym w dziedzinie chirurgii ogólnej, prof. Jerzym Sieńką, który blisko współpracuje z Ministerstwem Zdrowia przy opracowywaniu map potrzeb zdrowotnych. Jestem przekonany, że resort podzieli nasze rekomendacje dotyczące funkcji poszczególnych szpitali, ponieważ ocena każdego oddziału chirurgii powinna uwzględniać jego położenie i miejsce w planie zabezpieczenia medycznego na czas wojny. Jeżeli oddział nie osiąga dziś progu przyjętego w analizach ministerialnych, a w naszych założeniach okazuje się niezbędny, będziemy zabiegać o jego wzmocnienie, tak aby utrzymał zdolność operacyjną zarówno w czasie pokoju, jak i wojny.
Mapy potrzeb zdrowotnych wyrastają z rachunku ekonomicznego, plan zabezpieczenia na czas wojny z logiki obronnej, i tych dwóch perspektyw nie da się sprowadzić do jednego progu liczby zabiegów. Patrzymy na tę kwestię inaczej niż np. Francuzi czy Niemcy, ponieważ w polskich warunkach dobre przygotowanie systemu wymaga dodatkowych sal operacyjnych i stanowisk intensywnej terapii. Przesądza o tym położenie na wschodniej flance NATO, które w razie konfliktu uczyni Polskę państwem-gospodarzem dla wojsk sojuszniczych. Polskie szpitale przyjmą więc także rannych żołnierzy armii sprzymierzonych. Wiemy dokładnie, gdzie, ile i jakich zasobów potrzeba. Koszty ich utrzymania poniesie częściowo Narodowy Fundusz Zdrowia, a w znacznie większym stopniu administracja rządowa, odpowiedzialna za reagowanie kryzysowe i gotowość obronną.
Medycy wojskowi są potrzebni natychmiast, nie mogą zarabiać o 15 proc. mniej niż najniższa płaca lekarza cywilnego. To powoduje odpływ lekarzy wojskowych
Około dwóch lat temu rozmawialiśmy, że lekarze wojskowi zarabiają o 15 proc. mniej niż lekarze cywilni i że brakuje ich około 50 proc. Czy coś drgnęło w tej kwestii?
Powołano Wojskową Akademię Medyczną, tyle że na obecny deficyt kadr to lek o mocno odroczonym działaniu, bo pierwszych lekarzy uczelnia wykształci dopiero po sześciu latach studiów, a specjalistów po kolejnych kilku. Wynagrodzenia lekarzy cywilnych rosną co roku automatycznie, uposażenia żołnierzy zawodowych – w rytmie kolejnych decyzji budżetowych. Różnica raz się zmniejsza, innym razem rośnie, ale nie znika. Luka płacowa i warunki służby skłaniają do odejścia przede wszystkim lekarzy tuż po specjalizacji, a wykształcenie następcy każdego z nich od pierwszego roku studiów do pełnej samodzielności trwa nawet 14-15 lat. Odpływ lekarzy wojskowych osłabia nie tylko armię, ale i jej współpracę z cywilną ochroną zdrowia, na której opiera się przygotowanie kraju do obrony. Rozwiązaniem jest mechanizm wyrównujący, który zapewni oficerowi-lekarzowi wynagrodzenie co najmniej porównywalne z cywilnym i powiąże je z kwalifikacjami oraz zobowiązaniem do dalszej służby. Projekt wraz z diagnozą trafił już do kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej, a obecna sytuacja bezpieczeństwa i zrozumienie problemu w resorcie mogą sprzyjać jego przyjęciu. Dalsze tolerowanie sytuacji, w której lekarz wojskowy zarabia o co najmniej 15 proc. mniej niż najniższe wynagrodzenie lekarza cywilnego, byłoby…
… nieporozumieniem, tym bardziej że niektórzy lekarze liczą dochody w milionach złotych, co jest bardzo nie fair wobec was, lekarzy wojskowych, posiadających pewne unikalne umiejętności. A zmieniając ten bolesny temat, czy da się zorganizować system tak, żeby w razie potrzeby wojskowi medycy współpracowali z cywilami? W krajach skandynawskich mieszkańcy osiedla wiedzą, kto w razie czego będzie służył pomocą medyczną wojsku. Czy możemy się czegoś od Skandynawów nauczyć?
Wojskowa służba zdrowia działa w dwóch trybach. W pokoju przygotowuje lecznictwo cywilne do pracy w warunkach kryzysu, a w czasie wojny towarzyszy wojskom operacyjnym i zabezpiecza medycznie walczące oddziały. Szpital polowy rozwinięty obok placówki ujętej w planie obronnym rozważamy jako wariant uzupełniający, nie jako podstawę działania systemu.
Na Ukrainie większość poszkodowanych żołnierzy leczy się poza szpitalami wojskowymi i podobnie będzie u nas. Ciężar przyjęcia rannych spocznie więc na lekarzach cywilnych, dlatego każdemu z nich wskażemy już teraz konkretne miejsce pracy na czas kryzysu. Na tej samej zasadzie opiera się szwedzka obrona totalna, w której osoby o potrzebnych kwalifikacjach otrzymują w czasie pokoju przydział wojenny na określone stanowisko. Szwedzi stosują tę logikę także do szpitali. W październiku tamtejszy urząd do spraw zdrowia i opieki społecznej wskazał północ kraju, Gotlandię i wschodnie wybrzeże jako obszary wymagające wzmocnienia lecznictwa na czas wojny i oparł przygotowania na istniejącej infrastrukturze, bez budowy nowych obiektów.
Nasi lekarze przypisani do sieci co najmniej raz na dwa lata wezmą udział w ćwiczeniach z obsługi zdarzenia masowego, MASCAL, w którym liczba poszkodowanych przekracza bieżące możliwości lokalnego systemu ochrony zdrowia. Obecność na nich stanie się warunkiem utrzymania certyfikatu szpitala sieci. Ćwiczenie sprawdzi też moment, w którym rannych jest więcej, niż szpital zdoła leczyć nawet z dodatkowym personelem. Wtedy zespół musi przejść od doktryny ratowania każdego za wszelką cenę do ratowania jak największej liczby osób. Tak przygotowani lekarze z całej Polski zasilą kadry niecałej setki szpitali sieci. Utworzą formację, którą nazywamy Legionem Medycznym, czyli przeszkoloną rezerwę kadrową, po którą państwo sięgnie w chwili przejścia systemu w tryb wojenny.
Gen. broni prof. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak, absolwent Wydziału Lekarskiego Wojskowej Akademii Medycznej, Szkoły Głównej Handlowej oraz Akademii Leona Koźmińskiego; specjalista w zakresie chorób wewnętrznych i kardiologii, MBA. Od 2007 roku Dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego. ostatnio otrzymał Portret Polskiej Medycyny Forum Rynku Zdrowia.
Autor: Beata Igielska
Źródło: Gazeta Prawna
Data publikacji: 27.10.2026, 13:00
Aktualizacja: 27.10.2026, 13:00
